Cyfrowe, wakacyjne przemyślenia


18-09-2021 18:41:12

Mimo upalnej pogody i letniej kanikuły, cyfrowa rzeczywistość wdziera się tak silnie w nasze codzienne życie, że trudno od niej uciec. Wiele tematów przy bliższym przyjrzeniu odsłania swoje cyfrowe oblicze i zmusza do chwili refleksji nad odpowiedzialnością kolejnych decydentów i regulatorów za podejmowane działania i wieloletnie zaniechania.

W obecnych warunkach, trzeba dobrze rozumieć uwarunkowania cyfrowej techniki i technologii, aby wprowadzanymi masowo gadżetami nie spowodować pożałowania godnych skutków, odbiegających od deklarowanych formalnie celów. Nie na darmo, w państwach dbających o własne interesy, do których należy niewątpliwie zaliczyć naszych sąsiadów zza Odry i Nysy Łużyckiej, od pewnego czasu podnoszone jest zagadnienie zapewnienia suwerenności technicznej i technologicznej, szczególnie w obszarze techniki i technologii cyfrowych. Pojęcie to oznacza zdolność państwa i podmiotów działających w obszarze jego jurysdykcji, do skutecznego nadzoru nad tworzeniem i stosowanej techniki i technologii cyfrowych w ich pełnych cyklach rozwojowych.

Suwerenność techniczna i technologiczna

Tak rozumiana suwerenność techniczna i technologiczna powinna umożliwić bezpieczne stosowanie tych technik i technologii w przeróżnych aplikacjach, zwłaszcza tych, które mogą mieć krytyczne znaczenie dla państwa, jego obywateli i gospodarki. Podejmując starania dla zachowania suwerenności w zakresie krytycznych technik i technologii, nawet tak duże i silne gospodarczo państwa jak Niemcy, nie są w stanie kontrolować wielu innych ważnych technik i technologii, co skłania je do postulatu zadbania w tym zakresie o efektywną współpracę międzynarodową między bliskimi sobie lub powiązanymi silnie ze sobą krajami, np. krajami UE. Co jednak mamy robić my, z mniejszym potencjałem ludnościowym i znacznie słabszą gospodarką? Czy Polskę stać na zaniedbanie starań o suwerenność techniczną i technologiczną w krytycznych dla Kraju dziedzinach, a w pozostałych, o wyłączenie się z aktywnej budowy postulowanych przez środowiska techniczne RFN, mechanizmów kolektywnej suwerenności w ramach UE czy NATO? Albo inaczej – czy stać nas na zaniedbania w obu tych obszarach? Moim zdaniem, zdecydowanie nie!

Wprowadzając masowo dokumenty tożsamości z warstwą biometryczną i chipem RFID, jeśli chcemy to robić w sposób odpowiedzialny, należy zapewnić w pierwszym rzędzie ochronę dokumentu przed jego bezprawnym odczytem bez konieczności kupowania przez często nieświadomego ryzyka obywatela, specjalnych atestowanych okładek, zapewniających taką funkcjonalność. A już sprawą podstawową jest pełna kontrola służb państwa nad całością procesu technologicznego związanego z projektem, techniką i technologią wykonania a także nad całym procesem dystrybucji i zapisywania gotowych dokumentów zawierających wrażliwe dane osobowe ich przyszłego posiadacza. W przypadku braku takiej pełnej kontroli, masowe wprowadzanie dokumentów elektronicznych stanowić może nie przejaw nowoczesności a nieodpowiedzialnego gadżeciarstwa. Jeśli kontrola ta znajduje się w rękach innego państwa lub międzynarodowej korporacji, to o suwerenności nawet w tak ważnych sprawach jak sprawy obywatelskie, możemy zapomnieć.

Problem suwerenności technicznej i technologicznej ma również bardzo silne odniesienie do szeroko pojętego bezpieczeństwa narodowego. Dotyczy to nie tylko produkcji przemysłu obronnego, silnie uzależnionego od zagranicznej bazy podzespołowej, szczególnie w zakresie elektroniki i optoelektroniki, ale również posiadania zdolności opracowywania i produkcji układów i podzespołów a niekiedy gotowych urządzeń i systemów, niezbędnych do funkcjonowania wszystkich obszarów życia społecznego i gospodarczego.

W rezultacie, błąd techniczny lub szkodliwe oprogramowanie, jakie w pewnych sytuacjach może znaleźć się lub uaktywnić w niektórych układach mikroprocesorowych, może spowodować problemy techniczne z funkcjonowaniem podstawowych obszarów gospodarki i zaopatrzenia, na niespotykaną wcześniej skalę. Równocześnie, nasze uzależnienie od Internetu jest już na tyle duże, że przy braku zdolności do autonomicznego, w razie awarii krytycznej, działania sieci na terytorium państwa, grozić nam może, wywołany awarią zewnętrzną, paraliż funkcjonowania podstawowych systemów przesyłu i wymiany informacji oraz związany z tym chaos. Tym bardziej, że ambicie niektórych, zmierzają do umieszczenia wielu istotnych informacji „w chmurze”, nad którą nasze Państwo nie będzie nawet miało pełnej i wyłącznej kontroli.

Problem suwerenności technicznej i technologicznej, to jednak nie tylko panowanie nad krytyczną infrastrukturą. Jak wynika z materiałów niemieckich przedstawianych w ramach KOS 2021, ważnym aspektem sprawy jest również zapewnienie przez wiele lat płynnej pracy różnorodnych fabryk, zakładów przemysłowych i innych obiektów, wyposażonych w linie i systemy produkcyjne czy obsługowe, pochodzące z odległych krajów, do których części mogą z czasem stać się niedostępne. Brak możliwości drobnej naprawy może powodować konieczność kosztownej i czasochłonnej wymiany całych instalacji a nie jest wcale pewne, że na terenie UE będzie można znaleźć potencjalnego ich dostawcę, mającego niezbędną wiedzę i umiejętności oraz zdolności do wykonania niezbędnej pracy. Stąd właśnie postulat VDE zachowania lub odzyskania suwerenności technicznej i technologicznej przynajmniej w skali UE w zakresie wszystkich istotnych technik i technologii.

Czy wierzyć fotoradarom?

Masowe zakupy najlepszych systemów i urządzeń nie na wiele pomogą, jeśli nie będziemy się nimi potrafili prawidłowo posługiwać. A tutaj, w zakresie kultury technicznej, a często i prawnej, mamy wiele do zrobienia. Idealnym tego przykładem w okresie letniej kanikuły może być sprawa fotoradarów oraz sposobów ich wykorzystywania i interpretacji wyników. W przypadku wielu z nich, a zwłaszcza w przypadku fotoradarów ręcznych, uzyskany wynik pomiaru w dużym stopniu zależy od umiejętności posługiwania się nimi, kąta pomiaru i wielu innych czynników. Niezależnie od tego, pomiar jest obarczony ok 2-3% błędem pomiarowym samego urządzenia. Mając to na uwadze, wskazania zarejestrowane na fotoradarze, dla celów dalszego postępowania powinny być pomniejszone o ok. 3%, aby nie było wątpliwości dotyczących tak ważnej przewiny.

Tymczasem nasi „stróże prawa” nie uwzględniają tej właściwości przyrządów pomiarowych i z reguły traktują wynik uzyskany na urządzeniu jako wynik jednoznaczny i rozstrzygający. Niezależnie od tego, czy wynika to z braku wiedzy funkcjonariuszy, czy z dyspozycji w tym względzie Komendanta Głównego, taka sytuacja może budzić słuszne zastrzeżenia kierowców i niepotrzebnie zmniejsza zaufanie do rzetelności działania organów państwowych. W przypadku, gdy sprawa dotyczy przekroczenia skutkującego czasowym zatrzymaniem prawa jazdy, pomiar ten ma szczególnie duże znaczenie. Tym bardziej, że kierowca, który nieopatrznie przyjął mandat, pozbawiony jest faktycznie w dalszym, formalnym postępowaniu przed Starostą, swoich praw do zakwestionowania mocy dowodowej takiego pomiaru, wynikającej z poziomu błędu pomiarowego. Błąd ten nie pozwala niekiedy na jednoznaczne ustalenie, czy rzeczywiście doszło do przekroczenia, skutkującego czasowym zawieszeniem prawa jazdy. W takiej sytuacji Starosta powinien, zgodnie z KPA, wszelkie wątpliwości rozstrzygać na korzyść obwinionego i oddalić wniosek Policji o ukaranie na skutek braku jednoznacznych dowodów z urządzenia pomiarowego. W praktyce jest jednak inaczej a Starosta wydaje jedynie formalnie decyzję, faktycznie podjętą przez Policję. Mam poważne wątpliwości, czy taka sytuacja jest rzeczywiście prawidłowa.

Powyższa sytuacja, polegająca na traktowania w życiu społecznym różnorodnych wyników pomiarowych automatycznie i bez należytej ostrożności, stanowi niebezpieczny precedens zbyt bezkrytycznego zaufania różnorodnym urządzeniom i systemom, które otaczając człowieka w coraz większym stopniu uzależniają go od siebie. Powodują zanik zdrowego rozsądku i zdolności do krytycznej oceny sytuacji. Trudno potem się dziwić, że pomyłka systemu GPS może nieostrożnego kierowcę, w pełni ufającego nowoczesnej technice, poprowadzić pod prąd drogą jednokierunkową lub zaprowadzić go stromą ścieżką, prosto do pobliskiego jeziora.

Inne pomyłki i błędy techniczne, programowe lub eksploatacyjne a także niezgodne ze stanem faktycznym wskazania, wynikające niekiedy nawet z działań przestępczych, powodujących obciążenie konkretnej osoby skutkami działań osób trzecich, to istna puszka Pandory. Wraz z masowym upowszechnieniem sieci autonomicznych urządzeń, tworzących zdalnie zarządzane i rozliczane struktury, a szczególnie wraz rozwojem systemów opartych na sztucznej inteligencji, działających według autonomicznie wypracowanych zasad, będzie nam coraz trudniej panować nad otaczającą nas rzeczywistością. Jeszcze trudniej będzie nam wyjaśniać ewentualne błędy i oszustwa, czy prostować raz puszczone w obieg fałszywe informacje o nas, naszym środowisku czy o całym Kraju.

Poniekąd, w wielu obszarach jesteśmy już dziś świadkami takich sytuacji, choć jeszcze trudno o to winić upowszechnienie anonimowej sztucznej inteligencji. Wystarczy, że niewielka liczba domów medialnych i sieci społecznościowych o zasięgu światowym, jaka powstała w wyniku procesów koncentracji kapitałowej, bez skrupułów usiłuje zrealizować swoją wizję kierunku rozwoju świata, nagłaśniając jednie słuszne ich zdaniem poglądy, ideologie i postawy a wygłuszając lub nawet odcinając od sieci niewygodne dla siebie treści oraz głoszące je środowiska i osoby.

Rozwijający się cyfrowy świat, obok wielu pozytywów niesie jednak ogromne zagrożenia i ryzyka, z których często wcześniej nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy, a i dziś, rysują się jeszcze na tyle mało wyraźnie, że często trudno je ująć w formułach ilościowych. Nie zmniejsza to jednak rosnącego ryzyka a współczesna droga między Scyllą anarchii a Charybdą totalitaryzmu okazuje się być bardziej skomplikowana niż w antycznej przeszłości. Z mgły unoszącej się nad wodną kipielą, co i raz pojawiają się nowe rafy i skały, wymagające od sternika szczególnej uwagi, przytomności umysłu i charakteru, aby zmierzając do przodu nie rozbić się o nowe pułapki, pojawiające się przed śmiałymi podróżnikami ku przyszłości.

Smog elektromagnetyczny

Jednym z takich zagrożeń jest problem zanieczyszczenia przestrzeni rozlicznymi emisjami pola elektromagnetycznego i powstawanie specyficznego, otaczającego nas elektromagnetycznego smogu. To już nie tylko emisja fal radiowych niezbędna na różnych etapach rozwoju radia i telewizji. To już nie tylko powszechne sieci telefonii komórkowej, ewoluujące szybko w kierunku multimedialnych, cyfrowych sieci bezprzewodowych i radiowego łącza „ostatniej mili” sieci stacjonarnych. To również powszechne systemy komputerowe i smartfony a w najbliższym czasie sieci 5 i 6G niezbędne w Internecie rzeczy i do działania autonomicznych systemów technicznych i transportowych. To również lawinowo rosnąca liczba różnych, często aktywnych detektorów, w tym radarów, zapewniających działanie aktywnego tempomatu i bezpieczne poruszanie się wśród wielu pojazdów samochodowych oraz wiele innych urządzeń, emitujących pole elektromagnetyczne.

Wprowadzanie masowo urządzeń emitujących pole elektromagnetyczne w transporcie, przemyśle i w innych obszarach ludzkiej aktywności, rozpowszechnienie Wi-Fi, Bluetooth i innych cyfrowych systemów radiowych w coraz to nowych pasmach, powoduje zagęszczanie emisji i nakładanie się emisji z wielu źródeł. O ile pojedyncza emisja lub niewielka liczba takich pól może nie stanowić zagrożenia dla naszego zdrowia, o tyle znajdowanie się w polu oddziaływania kilkudziesięciu a wkrótce może i większej liczby takich urządzeń, może z czasem powodować odczuwalne w skali populacji skutki zdrowotne.

Podejmując ten kierunek rozwoju cywilizacji trzeba więc koniecznie rozwinąć szerokie programy badawcze, które rzetelnie i kompetentnie powinny odpowiedzieć na pytania i wątpliwości dotyczące oddziaływania elektromagnetycznego smogu i poszczególnych systemów emitujących pole elektromagnetyczne na środowisko przyrodnicze a zwłaszcza na organizmy ludzi.  Stawka jest w tym przypadku dużo większa niż potencjalne straty wpływów wielkich koncernów a sama tematyka może być dla życia i zdrowia ludzi i zwierząt ważniejsza niż kosztowna walka o obniżenie emisji CO2, prowadzona w formie bardzo specyficznej i mało skutecznej globalnie.

dr inż. Andrzej M. Wilk

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl