Latające lotniska dronów


18-09-2021 18:47:29

Lotniskowce są dla przeciwników groźną bronią. Lecz stają się też coraz bardziej bezbronne. Podobnie jak średniowieczne zamki w epoce armat, postęp technologiczny grozi, że mogą się stać mało efektywne, a nawet bezużyteczne. Satelity i radary widzące poza horyzont powodują, że określenie ich lokalizacji, a zatem zaatakowanie, jest łatwiejsze. Jeden dobrze wycelowany, z mocną głowicą bojową, pocisk czy rakieta może wystarczyć, aby uczynić lotniskowiec bezużytecznym, nawet jeśli trafienie go nie zatopi.

Amerykańscy planiści marynarki wojennej są szczególnie zaniepokojeni chińską rakietą  Deng Feng, DF-26. Ta broń, która weszła do służby w 2018 roku, jest tak zwanym manewrującym pociskiem balistycznym (co oznacza, że ​​może zmieniać swoją końcową ścieżkę podejścia i nie podlegać wyłącznie prawom grawitacji), który został nazwany „zabójcą lotniskowców”. DF-26 może być wystrzeliwany z pojazdu i jest w stanie posiadać głowicę konwencjonalną lub nuklearną.

Pomoże matka dronów?

To zagrożenie jest na tyle przerażające, że powoduje iż amerykańskie lotniskowce są zmuszone do manewrowania co najmniej 1600 km od wybrzeża Chin, uważają specjaliści z amerykańskiego think-tanku Hudson Institute. Jest to odległość większa od zasięgu samolotów bojowych lotniskowca, chyba że można je tankować w locie. Dlatego amerykański Departament Obrony szuka rozwiązania tego problemu. Jednym z testowanych pomysłów jest powrót do przeszłości (pierwotnie pochodzi on z 1917 r.- pierwszy lotniskowiec to brytyjski to HMS Argus). Polega on na przekształceniu odpowiedniego samolotu w powietrzny lotniskowiec zdolny do ekspediowania i odzyskiwania bezzałogowych, latających dronów. Pozwoliłoby to chronić morskie lotniskowce przed zagrożeniami.

Gremliny zaatakują

W tym celu DARPA, agencja zajmująca się zaawansowanymi projektami badawczymi amerykańskiego Departamentu Obrony, realizuje program o nazwie Gremlins, którego nazwa dotyczy również samych dronów. Dron Gremlin waży 680 kg i ma rozpiętość skrzydeł prawie 3,5 metra. Po zrzuceniu, rozłożeniu skrzydeł i odpaleniu silnika turbowentylatorowego, może dolecieć do obszaru oddalonego nawet o 500 km i, jak oświadczył przedstawiciel programu Gremlin, „wkroczy i posieje spustoszenie”. Po wykonaniu tej czynności wróci do swojego powietrznego statku-matki.

Gremliny działałyby we grupach, pod ostateczną kontrolą ludzi operatorów. Pod tym względem są one podobne do idei „lojalnego skrzydłowego”, zgodnie z którą eskadry dronów towarzyszą w bitwie załogowym samolotom myśliwskim. Lojalni skrzydłowi mają jednak startować i lądować na stałym lądzie lub prawdopodobnie na konwencjonalnym morskim lotniskowcu. Takie operacyjne drony, Grremliny, nigdy nie muszą bazować na ziemi.

Głównym zadaniem Gremlinów byłoby przechwytywanie telekomunikacji, zagłuszanie elektronicznych sygnałów i polowanie na cele w celu ich zniszczenia, a tym samym obezwładnianie obrony przeciwlotniczej w spornej przestrzeni powietrznej, aby uczynić ją bezpieczniejszą dla załogowych bojowych statków powietrznych. Takie drony mogą być również uzbrojone w małe pociski lub materiały wybuchowe i służyć do ataków, jak to robili podczas II Wojny Światowej japońscy samobójczy piloci „kamikadze”. Poza tym będą wymieniać się danymi i współpracować między sobą, a także przekazywać i informacje z rozpoznania i o danych celowniczych  okrętom wojennym i samolotom zdolnym do wystrzeliwania większych, niż same drony są w stanie unieść, pocisków i rakiet.

Zabójcze roje

Roje Gremlinów ponosiłyby, bez wątpienia, straty. Ale celem ich działania będzie także skłanianie wroga do ujawniania swoich środków obrony przeciwlotniczej, uważają specjaliści firmy doradczej ds. obrony o nazwie Solarium, która doradza Departamentowi Obrony w kwestiach związanych z wojną morską i powietrzną. W ten sposób Gremliny lokalizowałyby pozycję każdej baterii rakietowej przeciwnika, która włączy swój celowniczy radar, co umożliwi jego późniejsze zniszczenie.

W przypadku toczącej się walki, poświęcenie jednego lub dwóch dronów, aby zniszczyć baterię przeciwlotniczą przeciwnika, to niezła alternatywa, tym bardziej gdy jest on bezpilotowym środkiem. Dlatego Gremliny należy traktować jako „pomocnicze” dla systemów uzbrojenia o większej wartości – mówią eksperci. Aby lepiej oszukiwać wroga, planiści wojskowi przewidują również stosowanie latających w powietrzu dronów, które mają naśladować sygnatury radarowe i cieplne większych myśliwców. czy bombowców. Można to osiągnąć za pomocą stosowania kształtów i materiałów, które odbijają, a nie pochłaniają impulsy radarowe, i nie ukrywają sygnatury cieplnej silnika. Iluzję te można wzmocnić, gdy drony będą latały z prędkościami i sposobami charakterystycznymi dla większych, powietrznych środków napadu.

Co więcej, będą powodowały, że broniący się przeciwnik utraci cenną koncentrację i zmarnuje do niszczenie nadlatujących tanich dronów drogie pociski, co sprawi, że jego atakujący przeciwnik będzie miał więcej swobody. Dlatego zwolennicy startujących i latających w powietrzu dronów widzą ich wartość w kwestii użycia ich w dużych ilościach (rojach).Pojawianie się wielu celów na ekranach radarów to dobry sposób na zaatakowanie wroga przez stworzenie „złożoności i wielości dylematów” – uważają specjaliści zarządzający programem Gremlins w firmie Dynetics, głównym wykonawcy projektu DARPA.

Ceny hurtowe

W tym celu koszty muszą być niskie. Departament Obrony USA planuje zapłacić za Gremliny, przy zamówieniu 1000 sztuk , mniej niż 800 000 dolarów. Tak więc, jeśli ich para zostanie zastrzelona podczas operacji, „to naprawdę nie ma wielkiego znaczenia” – mówią eksperci wojskowi. W żargonie wojskowym określa się te środki jako „attritable”.( Dla celów wojskowych „attritable” jest definiowane jako cecha projektu, która polega na zamianie niezawodności i konserwacji na niedrogą, wielokrotnego użytku i ostatecznie jednorazową broń.)

Robocze założenie firmy Dynetics jest takie, że każdy Gremlin wykona maksymalnie około 20 misji. Oznacza to, że mogą być one wykonywane z mniej trwałych, a przez to tańszych materiałów i komponentów.

Wybranym do projektu Gremlin lotniskowcem jest zmodyfikowany samolot transportowy  C-130, który może przewozić do czterech dronów zawieszonych na podskrzydłowych zamkach bombowych. To stanowiłoby małą eskadrę, ale ich liczebność mogłaby zostać zwiększona przez następne, zrzucane z towarzyszących im myśliwców lub bombowców, drony. Dlatego rozmieszczenie dronów w powietrzu jest stosunkowo łatwe. Najtrudniejsze jest odzyskiwanie ich z powietrza, gdy wracają z misji. W tym celu firma Dynetics zaprojektowała specjalny system odzyskiwania, który mieści się w rampie ładunkowej samolotu C-130.

Siatka na motyle

Kiedy Gremlin wraca na statek-matkę, rampa ładunkowa otwiera się, a system odzyskiwania opuszcza z niej bom. Ten wysięgnik uwalnia uchwyt zawieszony na dziesięciometrowej linie, który z kolei zaciska się na krótkim ramieniu zaczepowym, które wyskakuje z górnej części samego Gremlina. Po udanym przechwyceniu silnik Gremlina zostaje wyłączony . Następnie wciągarka umieszcza dron na pokładzie samolotu. Taki układ powinien być w stanie wyciągać z powietrza osiem Gremlinów na godzinę. Taki przynajmniej jest zamysł. Jak dotąd, mimo że Gremlinom udało się zbliżyć na kilka centymetrów do uchwytu, nie zostały one uchwycone. Jednak firma Dynetics ma nadzieję, że do lata, gdy siły powietrzne rozpoczną testy operacyjne systemu Gremlinów, niektóre poprawki oprogramowania poradzą sobie z tym problemem.

Testy te będą obejmować loty z różnymi rodzajami ładunków. Ale najważniejszą rzeczą do przetestowania będzie to, jak Gremliny są w stanie współpracować - na przykład przy zamianie zadań w miarę ewolucji okoliczności. W tym celu siły powietrzne opracowują oprogramowanie, które pochodzi z innego programu DARPA o nazwie Collaborative Operations in Denied Environment. Program nie będzie w stanie, przynajmniej na razie, zaaranżować w pełni autonomicznego „roju”. Celem jest raczej zapewnienie indywidualnym dornom takiej autonomii, aby jeden człowiek mógł nadzorować ich grupę.

Konstrukcja statku-matki Gremlin charakteryzuje się dużą rozmiarem. Ale kilka mniejszych wersji podstawowego pomysłu jest również w trakcie opracowywania. Jedna jest proponowana przez General Atomics, producenta dronów Predator. Te drony mają już swoje lata, ale General Atomics ma nadzieję tchnąć w nie nowe życie, tworząc wersję, która będzie statkiem-matką dla mniejszych, zwanych Sparrowhawks (Krogulcami), dronów, które będą przenosić informacje zwiadowcze, obserwacyjne i rozpoznawcze, elektroniczne urządzenia zagłuszające i ewentualnie materiały wybuchowe. Testy w locie rozpoczęły się we wrześniu 2020 r. Ponieważ Krogulce nie były jeszcze wyrzucane w powietrzu, to firma nie wyjaśniła, w jaki sposób będą one odzyskiwane podczas lotu.

Helikopter lotniskowiec?

Oprócz tego, amerykańska armia planuje użycie w charakterze statków-matek wyposażonych w wyrzutnie dronów, helikopterów. Te drony, które podobnie jak Gremliny, rozkładają swe skrzydła po wyrzuceniu w powietrze, mają rozpiętość skrzydeł 2,5 metra. W teście przeprowadzonym latem ubiegłego roku sześć takich wyrzuconych w locie dronów zostało odzyskanych w powietrzu, aczkolwiek nie przez śmigłowiec Black Hawk, z którego zostały wyrzucone. Zamiast tego zostały przechwycone przez drona-quadkoptera (czterośmigłowego), który za pomocą zaczepionych na linie uchwytów przechwytywał lecące drony. W maju amerykańska armia planuje użyć szynowych katapult do wyrzucania z helikopterów większych dronów.

Podobnie jak w przypadku Gremlinów i Krogulców, nacisk armii USA na to, co nazywa ona „efektami wystrzeliwania z powietrza”, jest napędzany przez ewentualny sposób przeciwdziałania mniejszym grupom zbrojnym podczas potencjalnej wojny. Postęp w możliwościach chińskich i rosyjskich radarów w wykrywaniu i namierzaniu grup bojowych i wspierających je samolotów jest szczególnie niepokojący – mówią eksperci nadzorujący rozwój technologii w Army Futures Command w Alabamie. Mówią, że to zepchnie helikoptery wojskowe z linii frontu, więc wyrzucą one wiele dronów, które podejmą bojowe działania. Mają polować na cele, odwracać uwagę wroga i służyć jako dodatkowa sieć telekomunikacyjna. Rozwiązanie to ma być wprowadzone za mniej niż trzy lata.

Tego typu lotniskowce mają jednak wady. Przechwytywanie powracających, po wykonaniu zadań, dronów pochłania cenny czas. To oraz wymagane manewry mogą ułatwić nieprzyjacielowi zestrzelenie statku-matki. Ale drony, które można ponownie wykorzystać 20 razy, oferują korzyści, nie tylko koszty, w porównaniu z jednorazowymi, jednozadaniowymi alternatywami.

Budowniczowie średniowiecznych zamków rozwiązali problemy, które niosły ze sobą armaty, przeprojektowując fortece tak, aby były niskie, grubościenne i chronione bastionami. Wtedy to działało dobrze. Lecz nie jest wiadomo, czy powietrzne lotniskowce będą równie skuteczną odpowiedzią na postęp technologiczny.

Maciej Kamyk

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl