Chroniliśmy ponad tysiąc osób


20-11-2021 17:00:07

Na temat radzenia sobie firmy produkcyjnej w czasach Covid 19 z członkami Zarządu spółki FANEX w Radonicach k. Błonia, laureatami konkursu „Złoty Inżynier Przeglądu Technicznego”, Romanem Kubiczkiem i Janem Olczakiem, rozmawia Henryk Piekut.

- W jakiej sytuacji była Państwa Firma produkująca żywność, gdy dotarła do Was wiadomość o pojawieniu się groźnego wirusa i koniecznej walce z nim?

- (RK) To był marzec 2020 r. i rosły zamówienia na nasze produkty. Zatrudnialiśmy 320 osób i zapowiadał się kolejny dobry dla nas sezon. Tymczasem z dnia nadzień zaczęły spadać zamówienia i nic dziwnego. Odbiorcami naszych sosów - jako dodatków - były firmy gastronomiczne lub prowadzące gastronomię na większą lub mniejszą skalę (np. stacje paliw), a gastronomia i hotelarstwo zostały zamknięte. Na koniec kwietnia okazało się, że sprzedaż naszych wyrobów spadła o 80%. W następnych miesiącach stopniowo ta sprzedaż zaczęła się odbudowywać, ale na koniec 2020 r. była nadal niska.

- Domyślam się, że pierwszą myślą była „redukcja zatrudnienia”?

-Tak. Rozważaliśmy najpierw zwolnienie 1/3 pracowników, a potem nawet - połowy. Musieliśmy jednak wziąć pod uwagę, że tych 320 osób ma na utrzymaniu kolejny tysiąc a może tysiące dzieci i osób dorosłych. Postanowiliśmy, że nie zwolnimy nikogo. Jedynym ruchem jaki wykonaliśmy było – w uzgodnieniu z przedstawicielami załogi, okresowe ograniczenie zarobków o 20%. Za tę zgodę jesteśmy wdzięczni naszym pracownikom. To ograniczenie zarobków udało nam się skrócić praktycznie do 2 miesięcy i stopniowo wróciliśmy do normalnych wypłat. Tym niemniej 2020 r. firma zamknęła tzw. „dodatnim zerem” – co uważamy za duży sukces.

- Co musieliście zrobić, aby wyjść na to „zero”?

- Wiele. Pomogła nam zwłaszcza sprzedaż detaliczna. Wcześniej bazowaliśmy na dużych odbiorcach gastronomicznych, a to wszystko się zawaliło. Dział marketingu otrzymał zadanie związane ze znalezieniem nowych odbiorców i się z niego wywiązał. Pomogły nam też niektóre sklepy sieciowe, zwłaszcza „Biedronka” oraz wielu dystrybutorów detalicznych. Wcześniej nawet funkcjonujące w czasach ograniczeń stacje paliw miały mniej klientów, a ci którzy je odwiedzali unikali zakupów spożywczych. Latem poprzedniego roku mało naszych rodaków wyjechało do cieplejszych krajów i ten fakt zwany „pozostaniem w domu” też zadziałał na naszą korzyść.

- Teraz zapytam przekornie. Czy Covid-19 miał jakiś pozytywny wpływ na funkcjonowanie Firmy?

- (JO) Też miał. Od dawna przymierzaliśmy się do pewnych zmian technicznych i technologicznych, jednak wymagało to okresowego zatrzymania produkcji, ale jak to zrobić, gdy przybywało zamówień? Tymczasem, gdy postój był wręcz wymuszony tej modernizacji mogliśmy dokonać. A zmierza ona - zgodnie ze światowymi tendencjami - do eliminowania różnych sztucznych dodatków typu zagęstniki czy utrwalacze. Takich zmian technologicznych w tym „postojowym” okresie dokonaliśmy. Tak więc możemy powiedzieć, że po pandemii oferujemy naszym klientom  bardziej zdrowe produkty o jeszcze wyższej jakości.

- A jak w tym roku radzicie sobie na rynku?

- (RK) Mogę pochwalić się, że dobrze. Zatrudniamy już nie 320 osób, a 340 i ten wskaźnik potwierdza słuszność naszej wcześniejszej decyzji o nieredukowaniu załogi. Przewidujemy na koniec br. obroty wyższe do tych z 2019 r. i to potraktujemy jako sukces.

- A co przeszkadza w osiągnięciu jeszcze większego sukcesu?

- (JO) Tych przeszkód jest wiele. Jedną z nich jest nasza lokalizacja. Funkcjonujemy w pobliżu stolicy, a tu powstają ciągle nowe miejsca pracy - bardzo często nie wymagające od pracowników dużych umiejętności i wiedzy. Powstające hurtownie „podbierają” nam pracowników kusząc nie zawsze wysokimi zarobkami co małymi wymaganiami. Jeżeli operator wózka widłowego zarobi tyle samo co u nas płacimy osobie odpowiedzialnej za produkcję sosów, to wybiera mniej wymagający intelektualnie „wózek”.

Pojawiły się też inne trudności. Dotyczą one m.in. zaopatrzenia w komponenty spożywcze, których potrzebujemy ogromną gamę. Odczuwamy już – niestety - braki na rynku części zamiennych do naszych często skomplikowanych maszyn. Liczymy, że to się jednak poprawi.

- Czy przypadkiem nie wyrosła Wam w międzyczasie firma konkurencyjna oferująca podobne do Waszych produktów?

- (RK) Pojawiło się ich wiele. Z nimi jednak jakoś sobie radzimy. Dużo wcześniej postawiliśmy na jakość i wychodzimy na tym dobrze. Właśnie przez ostre kryteria jakościowe mamy kłopoty z doborem dostawców. Nasze wymagania, posiadanie certyfikatów itp. są dla niektórych nie do przeskoczenia, ale właśnie na tym dobrze wychodzimy i tego nie zamierzamy zmieniać.

- Tak trzymajcie i dziękuję za rozmowę.     

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl