Zwijamy się


07-02-2015 14:02:04

W 2040 r. liczba ludności na świecie wzrośnie z 7, 5 mld do 10, 5 mld, ale nas będzie mniej o 10 mln.

- W 1914 roku byli Polacy, ale nie mieli swojego państwa, w 2114 r. Państwo może już nie mieć Polaków - powiedział profesor Julian Auleytner, rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej, podczas spotkania w siedzibie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Zacne grono naukowców dyskutowało o strategii demografii w Polsce.

Co roku jest nas o 100 tys. mniej. Niski współczynnik dzietności (liczba urodzonych dzieci przypadających na jedną kobietę w wieku 15-49 lat) spowoduje, jak oceniają demografowie, skurczenie się liczby obywateli, w przeciągu 10 lat, z 38,7 mln do ok. 27,3 mln. W takich krajach jak Irlandia, Szwecja i Finlandia odnotowuje się ostatnio najwyższe współczynniki dzietności. Niestety, najniższe występują w krajach Europy Wschodniej, m.in. na Węgrzech, w Rumunii, Polsce i Łotwie.

Kryzys demograficzny pogłębia się od czasu przystąpienia do Unii Europejskiej. Przyczynia się do tego m.in. emigracja młodych ludzi do państw tzw. starej Unii. Zastępowalność pokoleń wymaga współczynnika dzietności na minimalnym poziomie 2,1. W Polsce wyniósł on w 2013 r. tylko 1,22, co oznacza spadek o 18 tys. W latach 60. współczynnik ten był na poziomie 2, 98, a obywateli przybywało rocznie ponad 20 tys.

Brak politycznego zainteresowania Państwa reformami socjoekonomicznymi, uwzględniającymi procesy demograficzne. Kobiety późno decydują się na dzieci a niestabilność rynku pracy, niskie zarobki, drogie mieszkania i coraz większe problemy z płodnością, zarówno kobiet jak i mężczyzn, nie wróżą niczego dobrego. Rośnie liczba rozwodów, podczas gdy w krajach zachodnich od 2004 r. - spada. Wpływa na to brak współdziałania rodziców -większa odpowiedzialność spada na kobietę, która pracuje na dwóch etatach – w domu i w pracy. Kto będzie produkował i zajmie się starszymi, skoro rocznie emigruje z Polski 30 tys. młodych ludzi – i niewielu powraca?

W 2013 r. Rządowa Rada Ludnościowa, organ doradczy premiera (jak się okazuje istniejący od 1976 r.) przedstawiła strategię polityki demograficznej. Szkoda, że tak późno. Inne kraje m.in. Niemcy a nawet Bułgaria już wdrażają podobne dokumenty. Polski projekt zakłada (na wzór niemieckiego) tworzenie warunków sprzyjających powstawaniu rodzin, przede wszystkim poprzez zawieranie małżeństw i realizacje planów prokreacyjnych oraz określenie zasad i kierunków polityki migracyjnej Polski.

 Czy demografia wymaga strategii? Odpowiedział na to pytanie cytowany wcześniej prof. Julian Auleytner: „ Polska strategia? Marnowanie czasu na decyzje: wg NIK 50 mld idzie na rodzinę (3proc. PKB), dyspozytorami tych pieniędzy jest 8 ministerstw i 50 tytułów budżetowych na wspieranie rodzin”. Za dużo osób się tym zajmuje, a to pochłania większość funduszy. Średnia krajowa przyrostu naturalnego to minus 0,5. Można to już nazwać katastrofą demograficzną.

Regiony okazały się bardziej odpowiedzialne. Niektóre z nich już poczyniły pewne kroki „wspierające” młodych ludzi. Pierwsza Opolszczyzna, gdzie odnotowano depopulację. Współczynnik dzietności spadł tu do 0, 8 (średnia krajowa to 1,21). Wystarczy sześć pokoleń, by zniknęła z mapy cała Opolszczyzna, prognozuje marszałek tego województwa.

Wraz z Nowym Rokiem pojawiła się iskierka nadziei - może będzie lepiej. Zwiększyła się liczba kobiet deklarująca chęć posiadania trójki dzieci i wbrew przewidywaniom - jak opublikowała Rzeczpospolita - w 2014 roku miało ubyć prawie 24 tys. Polaków, a przybyło 10 tys. Może społeczeństwo nie oglądając się na rząd podjęło „patriotyczną” decyzję. et

 

Komentuje Waldemar Rukść

eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl