Para za zdrowie?


07-02-2015 14:13:50

W 1912 r. ukazała się ukazała się pierwsza monografia poświęcona rakowi płuc. Jej autor, praktykujący w nowojorskich szpitalach Isaak Adler zastanawia się we wstępie, czy temat w ogóle wart jest poruszenia, gdyż nowotwór ten występuje tak rzadko, że udało mu się opisać zaledwie 374 przypadki. 100 lat później rak płuca stał się największym zabójcą wśród nowotworów: w tym roku na świecie zachoruje 1 300 000 osób.

Również u nas rak płuc jest nowotworem, z którego powodu umiera się najczęściej.  Do niedawna był główną przyczyną zgonów nowotworowych mężczyzn, a od dwóch lat do Polaków dołączyły również Polki. Epidemiolodzy obserwują niepokojące zjawisko: o ile wśród panów występuje niewielki, acz systematyczny spadek umieralności i zachorowań, o tyle panie mają na swoim koncie zarówno wzrost zachorowalności, jak i zgonów. Dzisiaj kobiety w Polsce nadal częściej chorują na raka piersi, ale umierają częściej na raka płuc. Odsetek pań, którym skutecznie udaje się odstawić papierosy jest mniejszy – okazuje się, że mężczyzn łatwiej przekonać do rzucenia palenia.

Modna para

Szacuje się, że w Polsce jest półtora miliona palaczy.

Gdyby dzisiaj wszyscy przestali palić, za 50 lat nie mielibyśmy problemu z tym nowotworem – twierdzi prof. Tadeusz Orłowski, kierownik Kliniki Chirurgii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca. Palenie papierosów jest główną przyczyną zachorowania na raka płuc, blisko 90% chorych to palacze.

Informacje o zagrożeniu dla życia i zdrowia zajmują coraz więcej miejsca na opakowaniu. W niektórych krajach paczki papierosów to wręcz galerie zdjęć wyjątkowo paskudnych chorób wywołanych paleniem. Jednak ich skuteczność jest wątpliwa. W walce z nałogiem bardziej niż straszenie sprawdza się wskazywanie na niestosowność palenia. A jeżeli rzeczywiście tak jest, to e-papierosy, które w przeciwieństwie do plastrów, tabletek i gum do żucia, stały się modne i zachowują cały rytuał związany z paleniem, mogą być iluzorycznym sposobem na wyjście z nałogu.

Badania przeprowadzone w Centrum Medycznym Georgetown University wśród prawie tysiąca nałogowców nie dają złudzeń: po roku odsetek e-palaczy, którzy rzucili palenie wcale nie był większy niż palaczy zwykłych papierosów. Szczególnie dotyczy to kobiet, ludzi młodych i osób o niższym wykształceniu. Co gorsza, inne badanie przeprowadzone wśród prawie 40 tys. młodych Amerykanów pokazuje, że e-papierosy, reklamowane jako sposób na zerwanie z nałogiem, w przypadku młodzieży mogą mieć wręcz odwrotny skutek.

Wśród młodych ludzi elektroniczne papierosy prowadzą do częstszego sięgania po konwencjonalne papierosy, a w konsekwencji do uzależnienia od nikotyny. W latach 2011-2013 liczba e-palaczy w Stanach Zjednoczonych wzrosła trzykrotnie. Co czwarty spośród młodych użytkowników w ogóle wcześniej nie palił.

Młodzież chętnie zaczyna przygodę z nikotyną właśnie od e-papierosów, bo te mają zakazane w innych wyrobach tytoniowych smaki i aromaty – np. czekolady czy truskawki. Doszło to tego, że uczniowie szkół średnich, którzy palą zarówno zwykłe, jak i elektroniczne papierosy, wypalają w ciągu dnia więcej papierosów niż ich rówieśnicy, którzy nie używają e-papierosów. Badanie przeprowadzone wśród 75 tys. młodych Koreańczyków również pokazuje, że nastolatki wdychające nikotynę z e-papierosów, rzadziej rezygnują z tradycyjnych papierosów.

Wiesz, co wdychasz?

Coraz bardziej popularne e-papierosy są w istocie urządzeniem zamieniającym w parę płyn, w którym jest zawarta nikotyna. Chociaż z medycznego punktu widzenia trudno powiedzieć, żeby inhalowanie nikotyny było właściwym postępowaniem, sama nikotyna nie jest substancją znacząco rakotwórczą. Ryzyko zachorowania na nowotwór przez e-palaczy byłoby więc nieznaczne, gdyby nie różne dodatkowe substancje, wśród których mogą być metale ciężkie i inne związki rakotwórcze. Konsumenci są przekonani, że jest to bezpieczna alternatywna dla papierosów. Ale czy tak jest w istocie? Być może e-papieros to prawdziwy wilk w owczej skórze.

- Na pewno nie jest to produkt, który został porządnie zbadany – ostrzega prof. Witold Zatoński, kierownik Zakładu Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. – Kolejny raz ludzkość wprowadza na masową skalę  do użytku urządzenie, które jest niesprawdzone i nie ma atestu pełnego bezpieczeństwa.

Palacz tak naprawdę nie wie, co wdycha i jakie substancje – po podgrzaniu i odparowaniu – dostają się do jego organizmu. Skład płynów podgrzewanych w e-papierosach różni się w zależności od marki, a prawdopodobnie także od serii. Problemem jest brak standaryzacji. Wskazuje się na obecność w parze niklu i chromu, nawet czterokrotnie większą niż w dymie papierosowym. Jest to szkodliwe nie tylko dla palacza, ale również dla otoczenia, dlatego prof. Orłowski uważa, że tak jak obowiązuje zakaz palenia w miejscach publicznych zwykłych papierosów, absolutnie tak samo powinien obowiązywać zakaz palenia e-papierosów.

Jeżeli ktoś chce się truć, niech robi to indywidualnie i na własny rachunek – takie jest również stanowisko ekspertów WHO.

Brak rzetelnych, dużych badań naukowych spowodowane jest brakiem regulacji i standaryzacji. Tymczasem liczba producentów e-papierosów, z których 90% pochodzi obecnie z Chin, gwałtownie rośnie. – To jest naprawdę chaotyczny przemysł ­– przyznaje Jackie Zhuang, wiceszef Huabao International z Szanghaju. – Mam nadzieję, że wkrótce zostanie on uregulowany.

Gorące badania

Dr Martina Pötschke-Langer z Niemieckiego Centrum Badań nad Rakiem zwraca uwagę na inny, potencjalnie niebezpieczny składnik – glikol propylenowy, który obok gliceryny używany jako rozpuszczalnik nikotyny. Podgrzewany w e-papierosach do wysokiej temperatury wytwarza parę podrażniającą drogi oddechowe (jego nieprzyjemnego działania doświadczają często widzowie i artyści, gdyż wchodzi on w skład bardzo popularnych ostatnio dymów scenicznych). Naukowcy ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego oraz z Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego w Sosnowcu, przy współudziale badaczy z Roswell Park Cancer Institute w Buffalo wykazali, że zwiększenie napięcia baterii z 3,2 V do 4,8 V powoduje we wdychanym aerozolu wzrost (od 4 do 200 razy) poziomów formaldehydu, acetylaldehydu i acetonu, czyli toksycznych i rakotwórczych związków karbonylowych, do których pod wpływem temperatury rozkładają się gliceryna i glikol propylenowy.

W większości przypadków stężenia te były niższe niż w dymie z papierosów, ale w jednym urządzeniu stężenie formaldehydu było na takim samym poziomie.

Na razie wyniki badań trudno przenieść z jednej marki urządzenia na drugą, z czego – paradoksalnie – skwapliwie korzystają producenci. Pod koniec ubiegłego roku AFP, powołując się raport Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w Japonii, podała, że elektroniczne papierosy wydzielają rakotwórczy formaldehyd, którego poziom rośnie wraz z temperaturą grzałki w urządzeniu. W skrajnych przypadkach – gdy palacz doprowadzi do przegrzania urządzenia – stężenia mogą być nawet dziesięciokrotnie większe niż w dymie papierosowym. 

Na agencyjną depeszę bardzo ostro zareagował jeden z dystrybutorów e-papierosów, zarzucając, że w informacji nie podano, iż japońscy naukowcy tak wysoki poziom formaldehydu wykryli tylko w jednym urządzeniu, oficjalnie nie sprzedawanym na polskim rynku. 

Niezależnie od konfliktu interesów, można dzisiaj powiedzieć, że elektroniczne papierosy najprawdopodobniej są mniej szkodliwe od zwykłych papierosów, lecz na podstawie dostępnych dzisiaj badań nie da się stwierdzić, że są bezpieczne.

Konsekwencje ich stosowania trzeba będzie ocenić w długiej perspektywie, w kontekście zdrowia publicznego, i to biorąc pod uwagę zarówno palaczy, jak i osoby niepalące. Rzucając zaś palenie można skorzystać z pomocy farmakologicznej i psychoterapeutycznej. Trzeba tylko chcieć. Walka z nałogiem zaczyna się w głowie, nie zaś w kiosku z e-papierosami.

Irena Fober

Komentuje Waldemar Rukść

14-15
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl