Wątpię, więc jestem. Malowanki


12-03-2017 14:29:10

Język zawiera wiele różnych tajemnic i niespodzianek, których odkrycie sprawić może równie wiele radości, jak panu Jourdain sprawiło odkrycie, że mówi prozą. Słuchając niedawno w telewizji dyskusji na jakiś polityczny temat, odkryłem przypadkiem, że w języku potocznym miesza się nagminnie pojęcie rzeczywistości z tejże rzeczywistości obrazem. Człowiek jest w stanie własnymi oczami zobaczyć jedynie niewielki skrawek świata, resztę widzi jako obraz przez kogoś zarysowany. Dotyczy to nie tylko rzeczywistości aktualnej, ale także minionej, stąd np. ludzie, którzy podobnie jak ja przeżyli już sporo lat, z wielkim zainteresowaniem czytają opracowania historyków o tamtych latach, zadziwieni, że nauka tak może się mijać z pamięcią.

O tym, że rzeczywistość to jedno, a obraz rzeczywistości to drugie, miałem okazję przekonać się w pierwszym roku pracy na budowie. Choć robotnikom płaciło się wówczas według zasady „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”, to jednak trzeba było kwotę wypłaty uzasadnić wykonaną pracą, rozpisać według cennika dla całej brygady. Była to sztuka niemała. zważywszy że inflacja biegła szybciej niż druk katalogów, coraz większe trzeba było wykonać dzieło, by zasłużyć na owe dwa tysiące dla każdego. Pan Kazio, który się tym zajmował, był na szczęście „normowszczykiem” nie tylko doświadczonym, ale i odważnym. W sporządzanych przez niego „bezetach” kładły się pod piłą i toporem dziesiątki drzew powyżej „fi 20”, wykopy przeplatały z nasypami… Gdy zapytałem zaniepokojony, co będzie, jeśli ktoś z zarządu zapyta o to drzewo z wyrębu, pan Kazio wyjaśnił ze spokojem, że pytać nikt nie będzie, bo drzewo leży w gestii działu rozliczeń materiałowych, a „bezety” idą do działu płac.

Oczywiście to nie pan Kazio odkrył, że tak cię widzą, jak cię piszą, a jedynie z tego odkrycia skorzystał. Do świadomości ludzi ta prawda dotarła już wcześniej, a w naszych czasach zyskała jedynie na popularności. Ona legła u podstaw tzw. propagandy sukcesu w latach siedemdziesiątych i nadal jest szeroko wykorzystywana. Jak ujawnił niedawno wicepremier Mateusz Morawiecki, pomagała w latach 2014-15 nieco przypudrować PKB, a ostatnio stała się zarzewiem ostrego starcia autorytetów prawniczych z prorządowymi politykami w kwestii państwa prawnego, co było w istocie starciem dwóch wizji takiego państwa: tej z obrazka i tej z realu. Z faktu, że ludzie widzą świat takim, jakim go namalowano, rodzi się wiele zagrożeń dla rozwoju, gdyż istnieje pokusa, aby zmieniać to, co łatwiejsze czyli obraz rzeczywistości zamiast jej samej. Pokusa tym większa, że człowiek współczesny coraz mniejszy ma kontakt z rzeczywistością realną, siedząc w domowym zaciszu pośrodku wielkiego miasta. Rzeczywistość wdziera się do jego świadomości mocno przetworzona przez fachowe gremia, w formie słów, obrazów... Epoka informacji, która miała nadejść wraz z XXI w., przynosząc powszechne oświecenie, okazała się w istocie epoką reklamy. Telewizja, której posłannictwem było informować, uczyć, bawić, staje się coraz bardziej wielkim blokiem reklamowym, z rzadka jedynie przetykanym filmami, na ogół z lamusa.

Taka sytuacja wpływa na strukturę elit intelektualnych. Fachowcy od obróbki obrazu rzeczywistości skutecznie wyparli z pierwszego planu fachowców od zmieniania samej rzeczywistości. Oni wodzą rej w mediach i na forach, stają się solą ziemi, bohaterami naszych czasów. Słowa piosenki sprzed lat „chodź, pomaluj mi świat” brzmią dziś jak zew. Odpowiadają na ten zew szkoły i uczelnie, ruchy młodzieżowe, pozarządowe organizacje, ludzie aktywni i myślący. Obserwując procesy, które się toczą na świecie i które dziś budzą niepokój, człowiek zastanawia się, czy aby przyczyna, a przynajmniej jej istotny ułamek, nie leży w tym właśnie, że rzeczywistość nie nadąża za swoim obrazem malowanym z fantazją godną pana Kaziowej.

hen

Komentuje Waldemar Rukść

14-15
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl