Suplementy? Ostrożnie!


18-04-2017 18:30:01

Ile kosztują nas co roku suplementy diety? Kwota, jaką Polacy wydali w 2015 r. na „wspomaganie zdrowia”, jest astronomiczna: trzy i pół miliarda złotych. Kupiliśmy blisko 200 mln opakowań. A co dostaliśmy w środku? Czasami drobnoustroje chorobotwórcze, substancje rakotwórcze, nawet narkotyki. Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że „rynek suplementów diety w Polsce to obszar wysokiego zagrożenia, niedostatecznie zdiagnozowanego i nadzorowanego przez służby państwowe”.

Każdego miesiąca na polski rynek trafia ok. 500 nowych suplementów diety. Wydaje nam się, że to, co kupujemy w aptece albo w specjalistycznym sklepie, pomoże naszemu zdrowiu, a już z pewnością nie zaszkodzi. Niestety, w tym przypadku poczucie bezpieczeństwa jest iluzją. Polskie prawo nie wymaga, aby którykolwiek z tych specyfików został skontrolowany przed dopuszczeniem do sprzedaży. Później – w ramach urzędowych kontroli żywności – są badane tylko nieliczne.

TO TYLKO ŚRODEK SPOŻYWCZY

NIK w swoim najnowszym raporcie zauważa, że Polacy nie odróżniają suplementów diety od leków dostępnych bez recepty (OTC) – przecież sprzedawane są tak samo jak leki i tak jak one, mają postać tabletek, kapsułek, saszetek. Tymczasem różnica między nimi ma  kapitalne znaczenie dla naszego zdrowia.

Przeprowadzone w 2014 r. badanie TNS Polska pokazało, że 41% respondentów mylnie uznając suplementy za „witaminy” lub „minerały”, przypisało im właściwości lecznicze, których te produkty nie mają. Ponad połowa sądziła, że są one tak samo kontrolowane jak leki, a jedna trzecia myślała, że ich skuteczność jest sprawdzana przez niezależne jednostki.

W myśl prawa żywnościowego suplementy diety nie są lekami, lecz środkami spożywczymi. Dlatego można je do woli nieuczciwie reklamować, utwierdzając konsumentów w fałszywym przekonaniu, że mają właściwości lecznicze, są niezbędnym elementem codziennej diety albo remedium na wszystkie dolegliwości. Ponad 90% sprzedawanych suplementów nigdy nie zostało poddanych jakimkolwiek badaniom.

Jeszcze 20 lat temu reklamy produktów zdrowotnych i leków stanowiły zaledwie 4,6% wszystkich reklam, dzisiaj  jest to już 25% całego czasu reklamowego w telewizji i co druga reklama radiowa! Przekazywane informacje nie są monitorowane przez GIS, zaś internetowy rynek tych produktów jest kontrolowany tylko sporadycznie.

WIESZ, CO POŁKNĄŁEŚ?

Co pokazały zlecone przez NIK badania wykonane w Łódzkim Regionalnym Parku Naukowo-Technologicznym? Na przykład w czterech na jedenaście próbek probiotyków (36%) stwierdzono obecność nieokreślonych szczepów drobnoustrojów, w czterech liczba bakterii probiotycznych była niższa, niż zadeklarowano na opakowaniu, a w jednej próbce wykryto chorobotwórcze bakterie kałowe, które mogą powodować zakażenia zagrażające życiu.

Wiele suplementów diety, które – jak się okazało w wyniku kontroli NIK – wykazują właściwości alergenne i rakotwórcze, a także mogą wywoływać zakażenia dróg oddechowych i moczowych, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, ropnie oraz zatrucia pokarmowe, są bez problemów dostępne w internecie.

Główny Inspektorat Sanitarny dopiero po czterech miesiącach zareagował na przekazane przez NIK wyniki badań laboratoryjnych, które wskazywały, że jeden z produktów został zafałszowany i zawiera podobne do amfetaminy substancje pobudzające.

W efekcie z rynku wycofano zaledwie 316 opakowań produktu, który mógł zadziałać jak narkotyk, podczas gdy tylko jeden importer od 2012 r. zdążył rozprowadzić ponad 10 tys. opakowań tego suplementu (w każdym opakowaniu jest 90 tabletek).

KONTROLE PRZEZ LATA

W kompetencjach Głównego Inspektoratu Sanitarnego leży kontrolowanie preparatów, które są dostępne na rynku, ale tego nie robi, bo liczba pracowników i sposób organizacji są zupełnie niedostosowane do wielkości rynku suplementów diety. W 2016 r. każdego dnia przybywało do weryfikacji przeciętnie ok. 30 powiadomień o nowo wprowadzanych do obrotu produktach. Tymczasem przyjmowaniem i rozpatrywaniem powiadomień zajmowało się w GIS zaledwie... siedem osób, do których obowiązków należały także inne zadania. „Uderzające jest, że wobec blisko połowy ogólnej liczby powiadomień, które wpłynęły do GIS w latach 2014-2016 (ok. 6 tys. produktów), w ogóle nie rozpoczęto procesu weryfikacji. Oznacza to, że w stosunku do tak wielkiej liczby wprowadzanych na rynek suplementów diety nie podjęto nawet próby ustalenia, czy wprowadzane produkty są bezpieczne dla konsumentów” – czytamy w raporcie NIK.

A nawet, jeśli już zaczęto badać jakiś podejrzany suplement, trwało to niewiarygodnie długo. Co pokazują statystyki? Średni czas postępowania w takich przypadkach wynosi 2256 dni (ponad 6 lat), zaś najdłuższa kontrola trwała 3100 dni, czyli 8,5 roku! W tym czasie zdrowie, a nawet życie potencjalnych, nieświadomych konsumentów mogło być zagrożone.

NAWET BEZPIECZNE SĄ NIEBEZPIECZNE

Dodajmy, że GIS nie zaprzątał sobie głowy interakcją i niepożądanymi działaniami suplementów diety. Miał się tym zająć organ doradczy, czyli Zespół ds. Suplementów Diety działający w ramach Rady Sanitarno-Epidemiologicznej, lecz tego zadania się nie podjął. Tymczasem niewłaściwe stosowanie nawet bezpiecznych suplementów też jest szkodliwe. Niebezpieczne jest nadmierne spożywanie witamin i związków mineralnych, wiele składników może wchodzić w interakcję z przyjmowanymi lekami. Niektóre substancje mogą też zaburzać wyniki badań diagnostycznych, ale o tym nikt konsumentów nie ostrzega.

Badania naukowe nie potwierdziły, że suplementy mogą zapobiegać nowotworom, w niektórych zaś przypadkach wysokie dawki mogą mieć wpływ wręcz odwrotny.

Jak twierdzą eksperci, zaciera się granica między koniecznością zażywania suplementów w uzasadnionych przypadkach, np. gdy niemożliwe jest zapewnienie diety pokrywającej wszystkie potrzeby żywieniowe, a stosowaniem ich bez uzasadnienia (lub dlatego, że namawiają nas do tego reklamy). Obecnie jednym z nielicznych preparatów, którego zasadności przyjmowania – po konsultacji z lekarzem – nie kwestionuje się, jest witamina D3.

SKONTROLOWANA UCZCIWOŚĆ

Rynek suplementów diety wymaga pilnej poprawy regulacji – konstatuje NIK. W obecnym stanie prawnym każdy może wprowadzić suplement na rynek, deklarując jedynie jego skład organom sanitarnym w drodze tzw. notyfikacji. Obowiązujący system pozwala wprowadzić do obrotu suplement diety natychmiast po złożeniu powiadomienia i nawet ewentualne wszczęcie postępowania wyjaśniającego nie wstrzymuje jego dystrybucji. Ochrona konsumentów, którzy w dobrej wierze, aby chronić swoje zdrowie, zażywają potencjalnie szkodliwy preparat, jest fikcją.

W krajach o utrwalonych praktykach rynkowych nadużyciom zapobiega zjawisko tzw. samoograniczania się producentów i importerów w zakresie nieuczciwych praktyk. W Polsce propozycje takiego samoograniczania ze strony producentów pojawiły się dopiero w wyniku kontroli NIK

 Co gorsza, oprócz legalnego rynku notyfikowanych suplementów jest jeszcze cała szara strefa, w której bez większych trudności można się zaopatrzyć w preparaty niedopuszczone do obrotu w Polsce. Rynek ten jest bardzo zyskowny – zwraca uwagę NIK – więc oryginalne produkty zaczynają być coraz częściej zastępowane przez fałszywki. To groźne zjawisko, bo nikt nie wie, co mogą zawierać tak wytworzone preparaty.

 Irena Fober

Podczas kontroli NIK doszło do jednostkowego, ale symptomatycznego dla funkcjonowania rynku zdarzenia. W marcu 2016 r. na jednej ze stron internetowych oferujących suplementy diety w kategorii „Moda i zdrowie/Medycyna”, dostępne było ogłoszenie oferujące substancję, zwaną potocznie pigułką gwałtu. NIK poinformowała o tym fakcie Policję, która ustaliła m.in., że adres e-mail, z którego zamieszczono ogłoszenie należy do serwisu zajmującego się anonimizacją danych, uniemożliwiającą identyfikację właściciela skrzynki pocztowej, zaś właścicielem serwisu jest operator z Izraela. Ogłoszenie jest dostępne w sieci internetowej od grudnia 2015 r. i cyklicznie „odświeżane”. Ostatnio dodano informację, że pigułka gwałtu jest po kilkunastu godzinach całkowicie usuwana z organizmu, a więc nie można wykryć i udowodnić jej podania. Po skierowaniu przez prezesa Najwyższej Izby Kontroli zawiadomienia do Prokuratora Generalnego wszczęte zostało postępowanie karne w tej sprawie.

Przedawkowanie witaminy A może mieć działanie teratogenne, nadmiar miedzi może powodować uszkodzenia wątroby, wysokie dawki fluoru - fluorozę,  nadmiar żelaza - hemochromatozę. Podanie przetworów zielonej herbaty osobom w trakcie kuracji antynowotworowej zaburza leczenie przeciwnowotworowe. U osób chorych na epilepsję przyjmowanie preparatów z Ginkgo biloba zmniejsza skuteczność leków przeciwpadaczkowych. Pacjenci leczeni przeciwkrzepliwie warfaryną nie powinni stosować suplementów diety z zieloną herbatą czy żeń-szeniem, które obniżają skuteczność przeciwkrzepliwą leku.

W ciągu 10 lat w rejestrze Głównego Inspektoratu Sanitarnego wpisano blisko 30 tys. produktów zgłoszonych jako suplementy diety. A będzie ich
coraz więcej. Przewiduje się, że w latach 2017-2020 rynek suplementów diety będzie rozwijał się w tempie ok. 8% rocznie (w latach 1997-2005
polski rynek suplementów wzrósł o 219% i był to najwyższy wzrost wśród wszystkich państw Unii Europejskiej).

Komentuje Waldemar Rukść

19-20
Aktualny numer WSZYSTKIE
eNOT.pl - Portal Naczelnej Organizacji Technicznej | eNOT.pl