Jest powszechnie znane, że sługa, czyli służący, to po łacinie servus. W starożytności sługa był przeważnie niewolnikiem, więc słowo servus oznacza człowieka niewolnego, zobowiązanego do każdej posługi wobec pana. Niewolnik nie miał w starożytnym Rzymie osobowości prawnej, był „mówiącym narzędziem”, jego byt ograniczał się do służenia, czyli był servitium – serwisem. W świecie nowożytnym pojęcie serwisu wywodzono z francuskiego service, czyli funkcji lokaja podającego napoje i potrawy. Ten cieszył się pełnią praw – był formalnie człowiekiem wolnym, choć związanym ze swoim panem specyficzną zależnością. Dalsza ewolucja wiąże się z pojawieniem się seryjnych wyrobów przemysłowych w XIX w., zwłaszcza maszyn i pojazdów wymagających fachowej obsługi oraz konserwacji, napraw i wymiany części. Producenci początkowo sami zajmowali się obsługą nowych tworów techniki u klienta, który nie dysponował przygotowaną kadrą. Szybko jednak rynek wytworzył usługi szkoleniowe i dostarczył niezależnych wykwalifikowanych robotników. Jednocześnie producenci zauważyli, że w ich interesie jest objęcie „opieką” sprzedanych produktów. Przekładało się to na renomę firmy i dawało dodatkowe dochody. Nowość polegała na tym, że serwis nie był już spersonalizowany, tzn. nie polegał na posłudze jednej osoby wobec drugiej, lecz anonimowego personelu wobec jej własności. Także wiele instytucji usługowych przyjęło tę formułę. Np. banki i fundusze inwestycyjne zajmują się „serwisowaniem” naszych pieniędzy. Inna nowość społeczeństwa przemysłowego polega na tym, że serwis prowadzi się według ściśle określonych zasad, zwłaszcza w okresie gwarancji. Inicjatorem tej praktyki była podobno firma Singer już w XIX w. Współcześnie taki serwis objął większość złożonych tworów techniki, a nawet informatyki, i zyskał państwową sankcję prawną. Powstają wątpliwości, czy producent nie konstruuje urządzeń tak, by celowo ograniczyć okres ich używalności i zakres obowiązkowego serwisu oraz skłonić klienta do nowego zakupu. Jest to kuszące tym bardziej, że produkt coraz szybciej się alienuje, tzn. klient traci zdolność zbadania jego konstrukcji, zasady działania i stanu technicznego. W przypadku najbardziej złożonych i „odpowiedzialnych” wyrobów, np. myśliwców F-35 czy koreańskich czołgów K2, przy zakupie licencji nie mniej ważne jest nabycie technologii serwisu, by właściciel – w tym przypadku państwo – w każdych warunkach poradził sobie z eksploatacją. Wraz z postępem robotyki, cyfryzacji i sztucznej inteligencji udział ludzi w produkcji maleje. Część z nich przenosi się do działalności serwisowej, czyli usług, które trudniej zrobotyzować. Jeszcze trudniej zrobotyzować usługi personalne, na które rośnie popyt. Jest to wynikiem destrukcji rodziny, w której funkcje swoistego „serwisowania” osób starszych i dzieci sprawowali krewni. Wraca więc konieczność zatrudniania obcych „serwisantów” i pojawia się pytanie, kto ma to sfinansować. Niegdyś z takiego „serwisu” korzystali wyłącznie zamożni, dziś, zwłaszcza w cywilizacji zachodniej, akceptacja tego stanu nie wchodzi w rachubę. To większe wyzwanie dla społeczeństwa niż podbój Marsa.
Zygmunt Jazukiewicz