Miesięcznik Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT

Emergencja

Do pojęć związanych z techniką, które czeka kariera, należy zaliczyć emergencję. To powstawanie nowych form i zachowań z oddziaływania między prostszymi elementami. Zjawisko jest emergentne, jeśli nie można go opisać, badając jedynie jego części składowe. Ze współdziałania elementów wyłania się coś nieoczekiwanego (emergo – wyłaniam się). Źródło tego pojęcia pojawiło się jako idea filozoficzna w Wielkiej Brytanii w latach 20. XX w., w związku z rozważaniami nt. procesów ewolucyjnych w przyrodzie. O ile synergia oznacza wzmocnienie lub usprawnienie jakiegoś procesu w wyniku współdziałania, to emergencja oznacza pojawienie się zupełnie nowego zjawiska w wyniku korelacji elementów. Emergentne  są np. cechy rojów i ławic, zdumiewające gniazda termitów, konstrukcje pszczół, mrowiska itp. Po biologach emergencją zainteresowali się artyści performatywni. Artysta organizuje tak przedstawienie, by widz został jego częścią, wziął udział na swój indywidualny sposób  wywołując, w kolizji z innymi uczestnikami, nieprzewidywalny efekt twórczy. Nawet w PRL-u teatry eksperymentalne chętnie wykorzystywały performance.

Badanie zdolności owadów do tworzenia układów emergentnych wykorzystano już pod koniec XX w. do koncepcji tworzenia się sztucznej inteligencji, stąd uogólnione pojęcie roju jako przykład dynamicznej struktury emergentnej. Używa się go w badaniach nad algorytmami komputerowymi oraz nad systemami zarządzanymi  przez wiele podmiotów. Koncepcja społeczeństwa jako sieci informacyjnej została wzbogacona o pojęcie roju, który tym się różni od sieci, że jest dynamiczny. Roje nie są zorganizowane według jednej, nadrzędnej zasady. Tu każdy z elementów może pełnić kilka funkcji, zależnie od swego aktualnego położenia wobec pozostałych. Dzięki temu roje mogą bardziej efektywnie wytwarzać pożyteczne dla siebie zachowania lub budować nowe struktury. Technologia cyfrowa i internet umożliwiły dalszy krok: „chmurę”. Rój na wzór owadów ma wyspecjalizowane klasy wspólnotowe i „kasty”, chmura oznacza równorzędność elementów w jej składzie. Dziś „chmura” to wirtualna baza danych wraz z możliwością ich przetwarzania. Daje możliwość rozproszenia centrów zarządzania systemem sieciowym, co okazuje się niezwykle cenne, gdyż uniemożliwia ataki na ten system. Takie zagrożenie pojawiło się już w latach 60., w postaci pierwszych ataków terrorystycznych na systemy łączności radiowej. Niszczenie węzłów sieci – central najwyższego piętra paraliżowało całą sieć, idea wirtualnej chmury likwiduje węzły, więc uniemożliwia skuteczny atak fizyczny. Ale jest druga strona medalu: internet stworzył armie hakerów atakujących serwery. Dziś więc główną troską są zabezpieczenia w postaci zapór sieciowych i antywirusów. W „chmurze” wirtualnej jej jednostki – programy cyfrowe teoretycznie zdolne do relacji z innymi jednostkami mogą narozrabiać emergentnie tylko w wirtualu. Inne problemy  pojawią się w realu, w technosferze. Wyobraźmy sobie rój mikrobotów inteligentnych. Co zrobi? Zbuduje termitierę z odpadów? Zaatakuje skład makulatury? Sparaliżuje handel narkotykami? Napadnie na kongres ekologów? Będzie ciekawie.  

Zygmunt Jazukiewicz