Piąta kadencja Ewy Mańkiewicz-Cudny na stanowisku prezesa Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT to wyraz zaufania środowiska, które ceni kompetencje, pamięć instytucjonalną i umiejętność budowania wspólnoty ponad podziałami. Potwierdziły to w pełni wybory, które odbyły się w grudniu minionego roku. W skutecznym zarządzaniu pozarządową organizacją potrzebujemy dziś bardziej ewolucji niż resetu, zaznaczyła prezes Federacji w rozmowie z Jolantą Czudak. Nawiązała też do obchodzonej w tym roku 160. rocznicy powstania Przeglądu Technicznego, którym do niedawna kierowała przez ponad 30 la
Jakie Pani cechy, kompetencje lub działania zdecydowały o wyborze na kolejną kadencję?
Myślę, że relacje jakie utrzymuję ze wszystkimi stowarzyszeniami naukowo-technicznymi zrzeszonymi w Federacji. Jest ich 40 i liczą ok. 80 tys. członków. Mam wrażenie, że znam znakomitą większość z imienia i nazwiska. Zawsze uważałam, że kluczowa jest umiejętność rozmowy i akceptacja odmiennych poglądów. W technice rzadko bywa jedna droga prowadząca do celu. Zazwyczaj jest ich kilka i trzeba umieć znaleźć wspólny mianownik. A do tego potrzebna jest atmosfera zaufania i koleżeńskości. W czasach tak wielkich podziałów społecznych budowanie wspólnoty jest niezwykle ważne.
Wiele osób podkreśla Pani niezwykłą pamięć do ludzi i wydarzeń. Czy w zarządzaniu Federacją jest to realny kapitał czy raczej niedoceniana „stara szkoła”?
Jeśli to jest „stara szkoła”, to ja się jej nie wstydzę. Uważam, że pamięć o ludziach i ich dorobku to fundament. Technika rozwija się dynamicznie, ale żadna nowa technologia nie unieważnia faktu, że ktoś wcześniej coś zbudował, zaprojektował, wymyślił. Przez całe życie zawodowe śledziłam rozwój nauki i techniki, ale równie ważne było dla mnie przypominanie, kto stał u ich podstaw. Jeśli kolejne pokolenia mają czuć się częścią wspólnoty, muszą znać jej historię. Sama bardzo szanuję moich poprzedników w NOT i ich dokonania, staram się to podejście przekazywać następcom.
Zaufanie środowiska buduje się dziś bardziej przez strategię czy przez ciągłość relacji?
Jedno nie wyklucza drugiego. Strategia bez uwzględnienia relacji łączących członków każdej organizacji jest dokumentem do szuflady, a utrzymywanie relacji bez wizji przyszłości jest tylko miłym spotkaniem towarzyskim. Historia pokazuje, że gwałtowne zmiany często niszczą więcej, niż budują, dlatego jestem za ewolucją. Jeśli szanujemy to co było i mamy dobre relacje międzyludzkie, możemy na tym fundamencie budować i realizować strategie rozwojowe. Tylko trzeba mieć świadomość, że w dzisiejszym, dynamicznie zmieniającym się świecie nie da się zaplanować wszystkiego na dekady. Trzeba oczywiście wyznaczać kierunki działań i szybko reagować na wszelkie zmiany, ale nie można tracić z oczu kompasu.
Pojawiają się głosy o potrzebie „nowego otwarcia” i zmiany pokoleniowej. Co w Pani ocenie, wymaga kontynuacji, a nie zaczynania od zera?
Kontynuacji wymaga przede wszystkim utrzymanie NOT jako wspólnoty, a nie tylko jako struktury zarządczej. Naczelna Organizacja Techniczna to zrzeszenie stowarzyszeń, a nie indywidualnych członków. Jej siłą jest różnorodność branż, doświadczeń i pokoleń. Nie widzę sensu w resecie tylko dlatego, że brzmi atrakcyjnie. Zrobiliśmy bardzo dużo dobrych rzeczy – od działań na rzecz młodzieży, przez gospodarcze inicjatywy eksperckie, po pielęgnowanie dziedzictwa i integrację polskich inżynierów niezależnie od ich miejsca zamieszkania i pracy. Rozwój powinien wyrastać z tego, co już istnieje, a nie zaprzeczać temu w imię mody na „nowe”.
Młodzi oczekują zmiany w dobie cyfryzacji i sztucznej inteligencji. Co w tej sytuacji jest realną potrzebą, a co chwilową modą?
Cyfryzacja jest narzędziem, nie celem samym w sobie i będziemy z niego korzystać. Tak samo jak działalność gospodarcza w stowarzyszeniach ma umożliwiać realizację celów statutowych, a nie je zastępować. Celem jest spotkanie ludzi, którzy myślą pragmatycznie, chcą rozwiązywać problemy i dyskutować o przyszłości, wzbogacać swoją wiedzę. Bezpośredni kontakt jest tu kluczowy. Mam poważne obawy, że nadmierne poleganie na sztucznej inteligencji i komunikacji pośredniej może prowadzić do izolacji społecznej, a nawet uwstecznienia. Człowiek rozwija się w relacji z innymi i tego żadna technologia nie zastąpi.
Jak w takim razie przyciągać młodych inżynierów do organizacji z wieloletnią tradycją?
Przede wszystkim pokazywać im atrakcyjność kontaktów ze środowiskiem wybitnych twórców techniki i to zarówno osobistych, jak i tych z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych, mediów elektronicznych. Każde pokolenie chce mieć wpływ na swoją przyszłość, osiągać sukcesy i działać w dobrym otoczeniu. Organizujemy wiele przedsięwzięć adresowanych do młodzieży – konkursy, olimpiady, praktyki. Rolą stowarzyszeń branżowych jest „zagospodarowanie” tych, którzy w nich uczestniczą, zgodnie z ich zainteresowaniami. Faktem jest, że młodzi rzadziej angażują się w działalność organizacyjno-administracyjną, bo najpierw budują życie zawodowe i rodzinne. Ale to jest naturalny proces. Z czasem część z nich chce nie tylko rozwijać się zawodowo, ale też działać społecznie.
Z jakich źródeł utrzymuje się dziś Federacja?
Przede wszystkim z gospodarowania własnymi nieruchomościami. Mamy w całym kraju ponad trzydzieści Domów Technika. Około 70% tych obiektów wymaga modernizacji. Są to często zabytkowe budynki, pełniące ważne funkcje społeczne i środowiskowe, ale jednocześnie bardzo kosztowne w utrzymaniu. Sami musimy o to wszystko zadbać, bo na ogół nie dostajemy dofinansowania. Federacja jest także właścicielem Wydawnictwa SIGMA-NOT, które wydaje ponad 30 czasopism naukowo-technicznych, w tym tegorocznego jubilata – Przegląd Techniczny. Drugim filarem są konferencje, szkolenia i wybrane przedsięwzięcia eksperckie. Startujemy też w konkursach na różnorodne projekty np. Światowy Dzień Inżyniera, co pozwala realizować cele statutowe i podnosi prestiż zawodu inżyniera. Staramy się też pozyskiwać sponsorów na konkretne inicjatywy, które służą społeczeństwu i krajowi. To pozwala nam sprawnie funkcjonować, ale nie daje przestrzeni na realizację projektów na miarę potencjału, jaki posiada Federacja.
Ten potencjał to przede wszystkim ludzie?
Dokładnie tak. To inżynierowie, technicy, naukowcy i praktycy reprezentujący najważniejsze branże i sektory gospodarki, to nasi eksperci. Ten kapitał intelektualny jest bezcenny. I właśnie to boli najbardziej, że tak rzadko rządzący chcą z niego korzystać. Państwo, decydenci, instytucje publiczne – wszyscy mówią o innowacjach, gospodarce opartej na wiedzy, a jednocześnie nie sięgają po gotowe zaplecze eksperckie, które istnieje i działa od dziesięcioleci.
Federacja powinna być takim zapleczem dla państwa czy raczej niezależnym głosem środowiska?
Jednym i drugim. Powinniśmy być ośrodkiem eksperckim, który wspiera dobre rozwiązania, ale także ma odwagę powiedzieć, że pewne kierunki są błędne. Niezależność opinii jest kluczowa. Niestety, obserwuję odchodzenie od idei budowy społeczeństwa obywatelskiego. Organizacje pozarządowe coraz rzadziej są włączane w proces tworzenia prawa na wczesnym etapie. Konsultacje bywają fasadowe. To niebezpieczny trend, bo głos fachowców powinien wybrzmiewać wtedy, gdy pomysły dopiero się rodzą. Przykre jest też to, że nie mamy wsparcia władz jeśli chodzi o zaangażowanie NOT w edukację techniczną młodego pokolenia, które jest przecież przyszłością narodu. Dobrze, że w tym obszarze świetnie współpracujemy z uczelniami i instytutami badawczymi.
Najbardziej wyrazistym przykładem jest chyba Olimpiada Wiedzy Technicznej.
To prawda. Olimpiada Wiedzy Technicznej (OWT) to jedno z naszych najważniejszych przedsięwzięć edukacyjnych. Prowadzimy ją od ponad pół wieku. Od przeszło 30 lat uczestniczę w jej podsumowaniach i widzę, jak nadąża ona tematycznie za współczesnymi problemami technicznymi. Nie zmienia się jedno: ambicja młodych ludzi, ich ciekawość świata i potrzeba tworzenia. Ta olimpiada oraz Konkurs Młody Innowator nie polegają tylko na sprawdzaniu wiedzy, ale inspirują do samodzielnego myślenia, do projektowania, do realizowania własnych pomysłów. To jest prawdziwa edukacja techniczna – taka, która buduje przyszłe kadry dla gospodarki oraz kształtuje kulturę techniczną od szkoły podstawowej po dorosłe życie.
A mimo to NOT nie otrzymuje żadnego wsparcia publicznego na te działania?
Od sześciu lat Olimpiada Wiedzy Technicznej funkcjonuje bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony państwa. Mówimy o przedsięwzięciu stricte edukacyjnym, realizowanym społecznie, przy ogromnym zaangażowaniu środowiska akademickiego i inżynierskiego. Decydenci podchodzą do tego, jakby nie rozumieli, że technika w bardzo dużym stopniu decyduje o przyszłości. Owszem, formalnie nasza olimpiada jest uznawana, ale realnego wsparcia finansowego nie ma. OWT organizujemy dzięki własnym środkom, pomocy uczelni technicznych i wsparciu pojedynczych firm, które rozumieją wagę tego projektu.
Czy podobnie wygląda sytuacja z innymi inicjatywami?
Tak. Składamy wnioski projektowe do różnych instytucji finansowych, staramy się o środki, ale bardzo często z niezrozumiałych przyczyn nie uzyskujemy ich. Nie dlatego, że projekty są słabe merytorycznie, tylko dlatego, że zespoły oceniające nie doceniają potencjału i możliwości organizacji społecznych. A przecież jeszcze kilkanaście lat temu było inaczej. Przez wiele lat działało w ramach NOT Centrum Innowacji, które realizowało na zlecenie Ministerstwa Nauki projekty celowe dla MŚP o ogromnym znaczeniu dla rozwoju technologicznego kraju. Był to model współpracy państwa z organizacją pozarządową oparty na zaufaniu i partnerstwie. Ten model się sprawdził, ale niestety został porzucony.
Dlaczego Pani zdaniem tak się stało?
Zostało to zastąpione myśleniem, że tylko agencje rządowe mogą realizować zadania publiczne. Ja nie neguję potrzeby istnienia takich instytucji, jak np. NCBR czy PARP. Problem polega na monopolizacji. Organizacje społeczne, zwłaszcza takie jak nasza, dają coś, czego z reguły brakuje instytucjom państwowym: niezależność myślenia, doświadczenie praktyków i ciągłość środowiskową.
Można odnieść wrażenie, że państwo nie dostrzega tej wartości.
Niestety, często tak to wygląda. A przecież ten potencjał mógłby być wykorzystywany znacznie szerzej przy tworzeniu strategii rozwojowych, konsultowaniu ustaw, przy ocenie kierunków inwestowania. Dziś zbyt często dzieje się to na zasadzie „odfajkowania” konsultacji społecznych, na ostatnim etapie procesu. To nie jest realny dialog. A bez dialogu trudno mówić o racjonalnym wykorzystaniu wiedzy i doświadczenia środowiska technicznego.
Czy mimo tych ograniczeń Federacja jest w stanie realizować ambitne cele?
Robimy wszystko, by tak było. Funkcjonujemy, nie mamy deficytu, organizujemy kongresy z udziałem twórców techniki o światowej sławie, konferencje, konkursy, wydarzenia kulturalne i edukacyjne. Udaje się to, ale kosztem ogromnego wysiłku i zaangażowania ludzi, którzy działają społecznie. Chciałabym, aby w przyszłości powróciło myślenie o organizacjach – takich jak NOT i stowarzyszenia naukowo-techniczne – jako o partnerach państwa, a nie petentach. Bo jeśli naprawdę myślimy o rozwoju polskiej gospodarki i techniki, to nie możemy pomijać kapitału, który już mamy. Są jednak sytuacje, które trudno zrozumieć nawet przy największej dozie dobrej woli.
Co to są za sytuacje?
Przykładem jest modernizacja naszych nieruchomości, w tym Warszawskiego Domu Technika, gmachu, który ma 120 lat i jest jednym z najważniejszych miejsc integracji polskiego i polonijnego środowiska inżynierskiego. To właśnie tu, w czasie zaborów jeszcze przed odzyskaniem niepodległości, spotykali się polscy inżynierowie, budując zręby przyszłego państwa od strony technicznej, gospodarczej i organizacyjnej. Dom Technika nie jest zwykłym budynkiem. To materialne świadectwo myślenia o Polsce nowoczesnej, opartej na wiedzy, inżynierii i pracy organicznej. Od dziesięcioleci pełni funkcję miejsca integracji środowiska, debat, a także wydarzeń otwartych dla mieszkańców Warszawy i kraju. Mimo to Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie uwzględnia naszego wniosku o dofinansowanie rewitalizacji elewacji tego wspaniałego gmachu, mającego wartości kulturalne i społeczne. To jest policzek dla środowiska inżynierskiego, dla ludzi, którzy przez pokolenia budowali materialne podstawy rozwoju kraju. Takie decyzje pokazują, jak nisko w hierarchii priorytetów bywa dziś traktowane dziedzictwo techniczne i rola organizacji społecznych w jego ochronie oraz działalności na rzecz nauki, techniki i gospodarki.
Może obchody jubileuszu 160-lecia Przeglądu Technicznego coś zmienią w tej kwestii?
Przegląd Techniczny od początku istnienia był czymś więcej niż czasopismem branżowym. Kiedy spotykam się z koleżankami i kolegami z europejskich i światowych organizacji inżynierskich, to wyrażają podziw dla takiej historii i rozwoju czasopisma. W czasach zaborów, w II Rzeczypospolitej, w okresie transformacji ustrojowej zawsze był znaczącym miejscem debaty o nowoczesności państwa, gospodarki i techniki. To powinno być doceniane, bo technika nie ma opcji politycznej. Plebiscyt o tytuł „Złotego Inżyniera”, honorujący wybitnych ludzi techniki, który stworzyłam ponad 30 lat temu, pokazał, że niezależnie od zmieniających się realiów politycznych, można budować prestiż zawodu i autorytet środowiska. To jest moim celem także w tej rozpoczętej kadencji. Będę to realizować spokojnie, konsekwentnie i z myślą o przyszłych pokoleniach i dobru Polski.
Dziękuję za rozmowę.