Miesięcznik Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT

30. edycja plebiscytu Złoty Inżynier

Baner poziomy

Ginące zawody (29): Polscy budnicy…prekursorami gospodarki amerykańskiej?

Stojąc na straży rzetelności przekazu skonstatujmy, że tytuł tekstu nie wiąże się z medialną pokusą intrygowania Czytelników. Stwierdzam tylko fakt, że u samych historycznych źródeł sukcesu amerykańskiego przemysłu znaleźli się polscy specjaliści. I jestem przekonany, że okoliczności związane z tym wydarzeniem zasługują na szersze upowszechnienie.

Semantyczna (nie)pewność?

Rzadko się zdarza, aby jedną aktywność gospodarczą określano aż tyloma nazwami. Budnicy (budarze), zwani byli też popielarzami, węglarzami, smolarzami (smelcarzami), dziegciarzami, potaśnikami (potażnikami), a nawet maziarzami. Wszystkie te nazwy pojawiają się – choć nader sporadycznie – i w tekstach naukowych i literaturze pięknej. Są one – z jednej strony – wynikiem procesu regionalizacji języka, a jednocześnie przenikania się leksyki z rejonów Wielkopolski, Małopolski, a także Mazowsza, Kurpiów i -oczywiście w dużym stopniu – Kresów, a także Karpat a nawet Śląska.

Tajemnice lesnych ostepów

Powszechność występowania terenów zalesionych powodowała, że początkowo wypalaniem drewna zajmowała się większość „leśnych ludzi”.W Polsce węglarstwo, popielarstwo, potasznictwo (dziś –potażnictwo) smolarstwo, dziegciarstwo (od dziegieć), maziarstwo, rozwinięte było już w epoce wczesnego feudalizmu. A te właśnie formy aktywności gospodarczej w XVII i XVIII w. nazywane były – od leśnych bud wytwórczych – przemysłem budniczym.

Ludzie z „leśnych bud,” czyli budnicy – nie będąc glebae adscriptus nie musieli odrabiać pańszczyzny. Prof. Tadeusz Korzon w jednej ze swoim rozpraw historycznych z końca XIX w. podkreślał, iż budnicy nie uprawiali roli, lecz wyłącznie zajmowali się jedną gałęzią przemysłu leśnego, wypalaniem potażu drzewnego. W początkach XX w. etnograf, prof. Jan Stanisław Bystroń, przypomniał, że węglarze palili drzewo na węgiel, maziarze wyrabiali z niej maź, smolarze z mazi tej pędzili smołę. A u historyka i etnografa Aleksandra Waleriana Jabłonowskiego w jego „Historii Rusi Południowej” przeczytamy zaś : Niemałą też rubrykę w gospodarce ukrainnej stanowiły budy potażowe, prowadzone wyłącznie przez budników Mazurów.

Ludzie zajmujący się tego typu szczególną działalnością rzemieślniczą nie należeli do żadnej gildii, nie tworzyli swoich cechów. Ale sami podzielili się na grupy zawodowe według wykonywanych czynności. Na przykład na Górnym Śląsku jeszcze w XIX w. pierwszą grupę stanowili drwale, nazywani sięgorzami lub pniorzomi, drugą kurzoki czyli właściwi węglarze, smolarze, dziegciarze, potażnicy, wytwarzający potaż, terpentynę, dziegieć, smołę, a trzecią wikturianci, dostarczający wytworzone produkty na spław rzeczny, czy też do miast i wsi, na jarmark lub bezpośrednio do rzemieślniczych warsztatów, czy manufaktur.

Nazwy tych specyficznych profesji są nie tylko świadectwem inwencji leksykalnej mieszkańców poszczególnych regionów Polski, ale też pochodną wciąż postępującej z latami rzemieślniczej specjalizacji. Gospodarka wymagała podziału pracy, bowiem tylko specjalizacja gwarantowała podniesienie jej efektywności. A dla określonej grupy zawodowej jaką stanowili budnicy ich umiejętności związane wyłącznie z przerobem surowców leśnych, tj. wypalaniem węgla drzewnego, wyrobem potażu, terpentyny, dziegciu i smoły stanowiły ich podstawowe źródło utrzymania.

Popielarstwo polegało na wytwarzaniu z drewna – głównie drzew liściastych – popiołu drzewnego i potażu, tj. węglanu potasu, czyli zanieczyszczonej postaci węglanu potasu K2CO3 , związku chemicznego otrzymywanego z popiołu drzewnego przez spalanie. Popiół drzewny był następnie ługowany wodą, a roztwór zagęszczany w kadziach poprzez odparowanie w celu uzyskania suchego potażu. Obecnie nadal jest on szeroko stosowany w przemyśle mydlarskim, szklarskim, chemicznym, włókienniczym i innych.

Technika budnika

Jedyny spis narzędzi budniackich na jaki natrafiłem – pochodzi ze Śląska i jest zarejestrowany w gwarze …śląskiej. Podstawowy ich zestaw ograniczał się do grabi kurzockich o długich zębach i odznaczający się koniecznie garbatym styliskiem; drewnianego młota – kała; żelaznego haka – szprywok; drabiny, czyli włazu mielerzowego – schód; opałkowatego naczynia na węgiel kurzaczy, wyplatanego z dartych pasów drzewa dębowego – holwos lub folwos; zgrzebła kurzockiego; ościenia do wybijania otworów wietrznych w pokrywie mielerza – lohyzek; drewnianej łopatki kurzockiej. Był jeszcze kaganek z łuczywem.

Używane narzędzia nie są skomplikowane pod względem technicznym, lecz twierdzenie, że uzyskiwanie smoły i innych pochodnych z wypalania węgla drzewnego jest czynnością nie wymagającą szczególnych fachowych umiejętności – co sugerowano na internetowym forum – jest oczywiście błędne. Otrzymanie określonego produktu końcowego wymagało umiejętności budowy dołu lub mielerzy, a potem pieców oraz wiedzy o zastosowaniu odpowiedniego rodzaju drewna w celu otrzymania określonych produktów o wymaganej jakości.

Marek Bielski

Współcześnie popyt na węgiel drzewny napędza moda na grillowanie (fot. TVP 3 Wrocław)

Pokazowy mielerz w Bieszczadach przy drodze Stuposiany – Muczne, (fot. P. Szechyński)

Pokazowy mielerz w Bieszczadach przy drodze Stuposiany – Muczne, (fot. P. Szechyński)