Miesięcznik Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych NOT

Polska w ogonie innowacyjności

Podobnie jak latem ubiegłego roku, i tym razem dość oszczędnie informowano w Polsce o wynikach opublikowanej w lipcu przez Komisję Europejską kolejnej edycji Europejskiego Rankingu Innowacyjności (European Innovation Scoreboard). Nic dziwnego, nie bardzo jest się czym chwalić. Z rankingu wynika, że Polska wciąż utrzymuje się w gronie państw UE o najniższym poziomie innowacyjności – zajęliśmy piątą pozycję od końca (za nami zalazły się: Słowacja, Łotwa, Bułgaria, Rumunia). Określani jesteśmy jako „wschodzący” innowatorzy – z wynikiem poniżej 70% średniej UE. Skąd tak mizerna pozycja w rankingu? Dodajmy, że bierze on pod uwagę kilkadziesiąt wskaźników innowacyjności, takich jak m.in.: edukacja, zasoby ludzkie dla nauki i techniki, finansowanie innowacji, liczba patentów, nakłady na badania i rozwój, poziom współpracy w zakresie działalności innowacyjnej, dostęp do Internetu itp. Nasze słabości to m.in.: niski odsetek zagranicznych doktorantów, niskie wydatki związane z kapitałem wysokiego ryzyka, słaba aktywność wprowadzania innowacji produktowych wśród małych i średnich przedsiębiorstw, niedostateczna współpraca biznesu z nauką. Polska na tle UE słabo wypada również pod względem wydatków na innowacje, wydajności pracy, czy liczby zgłaszanych patentów międzynarodowych. Z kolei wśród atutów autorzy raportu wskazują m.in. wykorzystanie technologii usług w chmurze obliczeniowej, wysoki odsetek osób z wyższym wykształceniem, czy dostęp do szybkiego Internetu.

Jak poprawić pozycję w rankingu? Warto tylko przypomnieć (który to już raz?), że wśród barier hamujących rozwój innowacyjności od lat wymienia się m.in. niestabilne i przeregulowane prawo, niedostateczny dostęp do finansowanie, ograniczoną aktywność patentową, czy wreszcie niski poziom kapitału społecznego. Czytelnikom pozostawiam odpowiedź na pytanie, czy w ostatnim roku dokonała się w którymś z tych obszarów jakaś znacząca, pozytywna zmiana. Wspominam jednak o rankingu po pierwsze z kronikarskiego obowiązku, a po drugie, dlatego, że w publikacjach i rozmaitych opisach niekorzystnych dla nas rankingów innowacyjności czy konkurencyjności, widoczna jest czasami tendencja do „osładzania” rzeczywistości i skupiania się na tych kryteriach, w których prezentujemy przyzwoity poziom. Nie jest oczywiście niczym złym pokazywanie dobrych stron naszej gospodarki, szczególnie w obszarze nowoczesnych technologii. W przypadku innowacyjności – i szerzej rozwoju nowoczesnej gospodarki – warto jednak bronić się przed myśleniem, które sprowadza się do postawy „może tutaj mamy braki, ale przecież w innych dziedzinach jesteśmy doskonali”. Takie formuły pozostawmy politykom, którzy siłą rzeczy zawsze będą akcentować sukcesy pomijając porażki. Innowacyjność to kwestia systemowa, a nie punktowa i jej rozwój wymaga odpowiedniego pokierowania reformami w wielu obszarach jednocześnie. Sukces w jednym czy drugim obszarze może być skutecznie niwelowany niedociągnięciami w innych. Czytając więc w kontekście innowacyjności takie tytuły jak np. Jest postęp, ale wyzwania pozostają, warto przypomnieć sobie powiedzenie mówiące, że wszystko co słyszymy przed „ale” jest mniej ważne albo zupełnie bez znaczenia.

Andrzej Arendarski

Andrzej Arendarski, prezydent KIG