Niepostrzeżenie, w XXI w. termin „technika wojskowa” zastąpił „technikę wojenną”. Natomiast „sztuka wojenna” ciągle zachowuje tradycyjną nazwę. Słowniki podają, że technika wojskowa to znacznie szersze i bardziej formalne określenie niż technika wojenna, która częściej pozostawiana jest publicystyce historycznej i oznacza wyłącznie środki walki zbrojnej. I tyle. Za tą niby formalną różnicą kryje się jednak ważne zjawisko naszej współczesności. W dobie dawnych wojen można było zauważyć wyraźny rozdział między techniką cywilną i wojenną, a konflikty wpływały na gwałtowne zmiany technologii. Wymogi strategiczne górowały nad ekonomią, więc rozwój techniki wojennej mógł nagle nabierać tempa (najlepszym przykładem jest błyskawiczny rozwój lotnictwa w czasie I Wojny Światowej, który natychmiast się przeniósł do techniki cywilnej). Podobne skutki (zwłaszcza dla silników odrzutowych i przemysłu rakietowego) przyniosła II Wojna Światowa. Ostatnim, za to potężnym akcentem przodowania techniki wojennej była oczywiście broń jądrowa. Mało kto dziś pamięta, że pierwsza „cywilna” elektrownia jądrowa powstała dopiero w 1956 r. w Calder Hall w Wielkiej Brytanii! (po doświadczalnych instalacjach radzieckich). Prawdopodobnie Brytyjczycy zdecydowali się na to dopiero pod presją rosnącej niechęci do przemysłu węglowego. W okresie Zimnej Wojny prace nad techniką wojenną znalazły się nieco w cieniu. Amerykańska agencja DARPA patronująca takim badaniom (1958) była tak tajna, że obrosła w legendy. Odwrócenie wektora rozwoju techniki nastąpiło wyraźnie dopiero od momentu pojawienia się mikroelektroniki i technologii cyfrowej. To wojsko zaczęło czerpać z techniki „cywilnej”, a nie odwrotnie. Niektórzy pamiętają np. czasy, gdy złowieszcze dziś drony były tylko zabawkami dla modelarzy. Wojsko, zarówno czasu pokoju, jak i wojny korzysta już z technik cywilnych wszędzie i do wszystkiego. Tak technika wojenna zamieniła się w wojskową, a nawet wyróżniono techniki „podwójnego zastosowania”. Technologie tworzące wszelkiego rodzaju infrastrukturę, systemy sieciowe, satelitarne, sieci neuronowe, a także zdalnie sterowane obiekty czy metody zdalnego rozpoznania i pomiaru itp. okazały się niezwykle przydatne w doskonaleniu zarówno taktyki, jak i strategii wojennej. Obserwujemy to właśnie na Ukrainie. W tej wojnie też niestety giną ludzie, bo ciągle pozostają celem. Ale wbrew powszechnym przekonaniom zabijanie ludzi nie jest przecież głównym celem. Nawykliśmy do takiego myślenia, pamiętając o dawnych wojnach. Na osiągnięcie właściwego celu – opanowania terytorium, pacyfikacji, zawładnięcia jakimś państwem czy narodem nie było innego sposobu niż zabijanie. Dziś technika dostarcza coraz doskonalszych środków w takim tempie, że wkrótce wysyłanie ludzi na front przestanie mieć sens. Środki przemocy zabójczej będą się zamieniać w środki przemocy politycznej, technologicznej, finansowej, medialnej, agenturalnej, po prostu „miękkiej” – uzbrojonej nie w bomby i rakiety lecz w systemy elektroniczne i sztuczną inteligencję. Należy podkreślić: tak BĘDZIE, bo na razie przemoc zmienia się tylko na zdalną, która jest jeszcze gorsza, gdyż morduje zarówno żołnierzy jak i cywilów.
Zygmunt Jazukiewicz